Biegi miejskie – dlaczego ludzie tak je hejtują?

0

W najbliższą sobotę bierzemy z Rafałem udział w kolejnym miejskim biegu. Ja standardowo postawiłam na trasę o długości 5KM, a on po raz pierwszy będzie próbował swoich sił na półmaratonie. Mamy już nasze pakiety startowe i cieszymy się z tego, że będziemy mogli po raz kolejny uczestniczyć w tak fajnej imprezie. Szukając dodatkowych informacji o biegu trafiłam jednak na komentarze ludzi pod postem i po prostu się załamałam.

Nie raz miałam już okazję uczestniczyć w tego typu imprezach. Na pierwszym tego typu biegu pojawiłam się jeszcze chodząc do gimnazjum. Jednak po dłuższej przerwie i kontuzji wróciłam do nich dopiero w tym roku. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, że w krótkim czasie znacznie wzrosła liczba osób, które biorą w nich udział. Razem z tym jednak przybywa też hejterów, którzy muszą wylać swoje żale.

Biegi miejskie – dlaczego ludzie tak je hejtują?

„Znowu będą zamknięte wszystkie ulice!” – Serio? Te 4 ulice na krzyż to całe Twoje życie?

„Ulice są dla samochodów” – To czemu Internet nie jest tylko dla inteligentnych ludzi?

„Wyp** do lasu” – Przecież las to miejsce, w którym swoje domy mają zwierzęta. Naprawdę chcecie zobaczyć tam kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy będą deptać ścieżki i niszczyć ich naturalne środowisko?

Czy naprawdę zamknięcie kilku ulic na 3-4 godziny w porach wieczornych lub w weekend to taki straszny problem? Przecież wiedząc o tym, że odbędzie się bieg można zaplanować sobie inną trasę dojazdu. Zamiast wsiadać w samochód można zdecydować się na skorzystanie z metra lub roweru. A może właśnie tu leży problem? Może właśnie tym hejterom nie chce się ruszyć dupy z kanapy i mają tak wielki problem z tym, że inni potrafią zrobić coś dla siebie?

Nie raz zapomniałam o organizacji biegu w moim mieście i zdarzyło mi się utknąć w korku lub szukać objazdów. Jednak moja reakcja była zupełnie inna. Zazdrościłam tym, którzy mogli w nim biec. Cieszyłam się, że sport staje się coraz bardziej popularny, że coraz więcej osób ma chęć wstać z kanapy i zrobić coś dla siebie!

 

Wiecie co mnie denerwuje? Protesty, manifestacje i strajki, które prowadzą do totalnego paraliżu Warszawy w godzinach szczytu. Nie powinniśmy jednak tego porównywać do biegu organizowanego w późnych godzinach wieczornych lub w weekendy.

Ciekawa jestem jakie Wy macie do tego podejście?